madzik984 blog

Twój nowy blog

I całe szczęście! Nie dość że nerwówka „przed” to obżarstwo „w”. A jak tu nie jeść jak tyle żarła w lodówce kusi. Jedyny plus tego wszystkiego to fakt że spędziłam więcej czasu ze swoimi dziećmi, no i jeszcze sprawiłam przyjemność najbliższym prezentami pod choinką, których się nie spodziewali :) Chłopaki oczywiście dostali najwięcej prezentów, jak to małe dzieci. Ogólnie cieszę się że jest już po wszystkim i wracamy do normalności.

No i mamy zimę. W sumie to fajnie bo ten deszcz w Święta był przygnębiający, ale od razu się martwię jak dotrę do pracy… Sypie i sypie. Ale frajda na sankach jest dla dzieciaków :)

Widziałam zwiastun filmu, o którym pisałam wcześniej, Nie podoba mi się ten aktor, ma zbyt miłą buźkę do tej roli. Aktorka też nieszczególna, ale w sumie tak opisana jest w książce. Już się trochę zniechęciłam…..

Spałam dzisiaj dwie godziny. Nie wiem, co było przyczyną, ale myślę że było ich wiele. Boże, co to się ze mną się dzieje, czyżby wraca dawny Madzik? Nie wiem czy tego chcę….

„Za nami wiele kłamstw
Pomyliłam kilka chwil z całym życiem
Czekałam twoich ust
W krzyku ciszy szeptu słów już nie słyszę
Czemu pamięć dalej ma twój smak
Zapach wciąż ten sam
Czemu na rozstaju naszych warg ocean pragnień”

Dzisiaj spadł pierwszy śnieg…. Muszę przyznać że nieco zdygana jechałam dziś rano do pracy na letnich oponach. Niby nie było ślisko, w granicach zera ale nawet będąc niedoświadczonym kierowcą wiem że to zdradliwa pogoda. Boże, jak przetrwać tę zimę….

Pocieszam się że weekend za pasem, wreszcie trochę umysł odpocznie… Przychodzi ta sobota i jak patrzę na bajzel w moim domu to wszystkiego mi się odechciewa. Trochę tęsknię za czasami kiedy posprzątałam i ten stan czystości pozostał przynajmniej na kilka dni… Wszyscy mnie „pocieszają” że jak dzieci będą starsze to bałaganu będzie coraz więcej. To straszne :/

Trochę się poużalałam nad sobą  i nieco mi lepiej :) I kawa smakuje lepiej. Wracam do pracy.

Tyle czasu minęło od mojego ostatniego wpisu, aż nie mogę uwierzyć! Jak ten czas szybko biegnie. Przedwczoraj skończyłam 29 lat – 29 LAT!!!!!! Boże, jaka jestem stara… A dzieci mam takie małe, to pocieszające :)

Chyba nie jest jeszcze ze mną tak źle, a może właśnie jest, bo ostatnio na dyskotece podrywała mnie….. dziewczyna! Boże Święty, co to się dzieje na tym świecie!

Mam chęć obejrzeć kilka filmów, których tytuły chodzą mi po głowie od pewnego czasu. Ale narazie brakuje mi veny, jak się położę z chłopakami żeby ich uśpić to koniec, zasypiam chyba wcześniej niż oni :) Ale przyjdzie taki piękny dzień, że mężuś będzie w domu, a ja korzystając z tej sposobności usiądę wygodnie przed monitorem z kieliszkiem dobrego wina (muszę kupić…) i zagłębię się w inny świat.

Póki co – praca, dom, praca, dom….

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to że dyskoteki i imprezy wyjściowe to już nie moja epoka. Nie powiem, bawiłam się świetnie, oczywiście do pewnego momentu bo przecież nie mogło być tak pięknie, ale….. Jak mnie nasz były wychowanek porwał do tańca to poczułam się ciut zawstydzona tą sytuacją (właściwie to ja z nim bezpośrednio nie pracowałam to i jest zaledwie 5 lat młodszy ode mnie…). Koleżanka z pracy mówi, że czasem mówię jakbym miała 50 lat :) Może powinnam jej posłuchać bo ona ma 40 (w co nie można wręcz uwierzyć!).

Wszystko wszystkim, fajnie było ale się skończyło…. zbyt szybko. Ale ja to sobie odbiję, być może w innym towarzystwie żeby było bezpieczniej, przyjdzie taki czas.

Naszła mnie taka jedna refleksja… Po tylu latach, po tylu różnych doświadczeniach, po tylu wydarzeniach w moim życiu, a ja nadal nie potrafię dotrzymać danego samej sobie słowa. Zła jestem na siebie za to czasem, ale z drugiej strony mówię sobie tak: czy taka kobieta jak ja nie może mieć swoich małych słabości i sentymentów? Przecież to nikomu nie szkodzi (raczej….?) Odrobina zdrowej zazdrości, z naciskiem na ZDROWEJ, w każdym związku się przyda. A niech sobie nie myśli że już tylko praca, dom i dzieci!

Reality

Brak komentarzy

Czas leci nieubłaganie szybko. Dopiero poniedziałek, już piątek. Jestem zabiegana, brakuje mi czasu na wiele rzeczy, od kilku dni próbuję pomalować paznokcie dla własnej przyjemności i ciągle mi nie wychodzi. Ale to wszystko nic: jestem szczęśliwa! Mam przecudne zdrowe dzieci, mam dobrego męża, mam ciepły i rodzinny dom, mam wsparcie bliskich mi osób, wróciłam do pracy i mogę sobie pozwolić na drobne przyjemności, np. połażenie po sklepach bez grosza w portfelu :)

Wczoraj kupiłam sobie buty na zimę, marzyły mi się skórzane ale jak zobaczyłam ceny to mi oko zbielało…. Przez ten rok mojej nieobecności wszyscy chyba powariowali. Żeby używane kurta jesienna kosztowała 35zł?????? A skórzane kozaki zaczynały się od 300zł???? Dla kogo te ceny? Dla najniższej krajowej 1200zł z dwójką małych dzieci na utrzymaniu? Niech to szlag!

Ale nic to, są gorsze tragedie na tym świecie :) Dla uzupełnienia dodam że kupiliśmy drugi samochód i zarżnęliśmy się w banku na 12 000zł (raty po 300zł). I już wiadomo gdzie moje skórzane kozaki, he he :)

I tak oto po ponad rocznej przerwie powróciłam do pracy. Refleksje???? Super!!!! Żadnych problemów ze wczesnym wstawaniem (trening z dziećmi zrobił swoje:), większość osób w pracy bardzo ciepło mnie przyjęło słowami, że nie mogli się już mnie doczekać. To naprawdę bardzo budujące. O dziwo, wszystko pamiętam, nawet hasło do komputera :) Bardzo wiele się zmieniło, dokumenty i tak dalej ale wcale się tym nie zrażam. Nawet jak wracam po pracy do domu to chce mi się coś robić :) Dzieciaki przez kilka chwil patrzą na mnie dziwnie ale później przypominają sobie że to ich mama :) Boże, chyba wreszcie wróciłam do życia!!!

Były takie momenty, kiedy myślała, że już dłużej nie da rady. Że za chwilę coś w niej pęknie i stanie się coś złego, a właśnie ona to zło wyrządzi. Zawsze uważała się za silną i wytrzymałą kobietę, jednak ostatnie miesiące doprowadziły ją do kresu sił. Owszem – miała wsparcie fizyczne, pomoc w codziennych trudach opieki nad dwójką maluchów, jednak wsparcie psychiczne to coś zupełnie innego – tego brakowało jej najbardziej. W tych trudnych chwilach, kiedy wieczorem dzieci już spały i wszystko w domu zostało zrobione, lubiła uciekać myślami do innej rzeczywistości. Albo pogrążała się we wspomnieniach, p0rzywoływała dawne obrazy jej barwnego życia, albo snuła wizje odległej przyszłości, kiedy to chłopcy są już samodzielni, a mama może wreszcie trochę czasu poświęcić własnemu życiu – zadbać o siebie, nadrobić zaległości towarzyskie itd. Ten przeklęty czas, którego ciągle jej brakowało. Presja tysiąca niewykonanych obowiązków domowych, która ciążyła na niej jak stukilowy głaz. Obsesyjne wręcz poczucie odpowiedzialności za wszystko doprowadzało ją niekiedy na skraj załamania nerwowego. Nieliczne wyjścia z domu okupione były poczuciem porażki – nieraz bez makijażu, w ciuchach pierwszych lepszych z brzegu, bo na przemyślany wybór nie wystarczyło już czasu, czuła się totalnie zaniedbana i nieatrakcyjna, a było to zupełnie nie w jej stylu. I brak zrozumienia, słowa otuchy….

Jak bardzo była teraz inna.

Ostatnio kupiłam w Biedronce śliczny notatnik z magnesowym zamykaniem. Zupełnie nie był mi do niczego potrzebny ale skusiła mnie cena. Pomyślałam sobie: „A może znowu zacznę pisać pamiętnik?” Po dłuższym a w sumie to krótszym namyśle dochodzę jednak do wniosku że ten pomysł zupełnie mija się z celem. Bo o czym niby miałabym tam pisać? O moich synach – mimo że mogłabym godzinami opowiadać jacy są przezabawni, kochani itd.? Nie, to nie materiał na pamiętnik… O tym że mąż mnie wkurza i złość mnie bierze na wszystkich facetów którzy chodzą po tym świecie? Nie, to nie telefon zaufania… To już nie te czasy, to już nie ten sam Madzik. Moje życie stało się o niebo spokojniejsze, emocje na wodzy, chwilowe złości i nerwy nie zasługują na to aby się nad nimi rozwodzić. Chyba nie potrafię już pisać tak jak kiedyś, nie wiem nawet czy będę umiała kontynuować „Her secret life”… Zbyt prozaiczna się stałam siłą rzeczy. Są chwile że chciałabym odnaleźć dawną siebie, ale najczęściej brakuje mi na to czasu, mam tysiąc rzeczy do zrobienia i myśli zaprzątnięte czym innym. Nawet na smsy odpisuję po kilku dniach bo wydaje mi się że jak sobie w głowie ułożę odpowiedź to już odpisałam. Wiem, jestem żałosna chwilami i mózg powinnam wymienić :) Tak to życie mnie zmienia.

Może za kilka lat.


  • RSS