madzik984 blog

Twój nowy blog

To mi się pogoda trafiła na wyjazd służbowy z dziećmi komunikacją prywatną…. Deszcz leje, kurczę. Mąż mnie wczoraj zdołował poruszając temat kasy… Boże, ile my potrafimy wydawać pieniędzy to mi się w głowie nie mieści! Naprawdę nie mam pomysłu jak temu zaradzić. Najzwyczajniej w świecie jesteśmy rozrzutni, niby nie wydajemy dużych sum ale małe kiedy się zbiorą razem dają duże i już po pieniądzach. Cholera jasna!

Nawiedzają mnie różne sny z czyimś udziałem, i to dość często. Nie wiem dlaczego, to wszystko było tak dawno temu, ale chyba nie mogę o tym zapomnieć. W sumie to nie chcę o tym zapomnieć, bo to przyjemne wspomnienia… Czasem tylko jest mi trochę głupio że 30-letnia mężatka z dwójką dzieci pogrąża się w różnych dawnych sprawach…. Ale z drugiej strony, czy ja robię coś złego? Inne kobiety zdradzają mężów, zostawiają dzieci i bawią się w najlepsze, a ja? Punkt 15 jestem w domu, nigdzie nie wychodzę, z nikim się nie spotykam, jestem duszą i ciałem ciągle w domu. Aż mnie to czasem strasznie mierzi….

Ech, te wspomnienia…..

Kurcze, dawno mnie tu nie było… Ostatnio jakieś zawirowania w moim życiu, czuję się jak na kolejce górskiej. Huśtawki nastrojów, chore dzieci itd. Kilka dni temu pochowałam dziadka…. Przeżyłam to bardzo, nawet nie przypuszczałam że tak się rozkleję na pogrzebie… Dziadka spalono, dziwnie wyglądał w tej małej urnie, taki wielki chłop za życia a garstka popiołu po śmierci. Dziadek, mimo różnych grzechów w młodości, na stare lata był dobrym człowiekiem. Zdecydowanie lepiej go wspominam niż żyjącą jeszcze babcię…

Wczoraj moje dzieci zrobiły mi przyjemność i poszły spać o 20.10. Dzięki temu obejrzałam bardzo dobry film w Necie pt. „Jeżeli nadejdzie jutro”. Film mówi o sile miłości, nadziei i uporowi w dążeniu do celu. Naprawdę poruszający. Dzięki takim filmom doceniam to co mam, że żyjemy w pokoju (póki co…) i jedyne problemy to chwilowy brak kasy i bójki moich dzieci…. Jakie to się wydaje niepoważne w obliczu wojny i walki o przetrwanie.

Spotkałam się ostatnio z moją bratnią duszą i przynajmniej miałam się do kogo wygadać. Ona też ma swoje problemy, trochę się popłakałyśmy razem i już jest lepiej.

Czasem jest mi naprawdę trudno, mam wrażenie że mnie to wszystko przerasta, że już dłużej nie dam rady, ale później wydarza się coś przyjemnego i troski pękają jak bańka mydlana. Tak to moje życie wygląda w ostatnim czasie, nieustające wzloty i upadki.

Mam nieodpartą ochotę na szaloną imprezę, ale w obliczu żałoby po dziadku nie jest to wskazane… Muszę poczekać kilka miesięcy. Hmmmm……..

Zacznę od tego że obejrzałam wreszcie Greya. Refleksje? Film ładny, oszczędny i nieskomplikowany. W sumie zgodzę się z moją koleżanką, od której pożyczam książki, że nie spodziewałam się nic więcej ani mniej. III tom książki jakoś mi nie idzie, jest zbyt przewidywalny  a akcja podtrzymywana na siłę. Nie widzę tego na dużym ekranie, ale jak znam życie nakręcą kolejne dwie części.

Mój nastrój jest… kiepski. Waha się między przygnębieniem a frustracją i irytacją. Dzieci chorują, mnie też coś bierze, sama już nie wiem co zrobić żeby wreszcie poczuć się lepiej.

Miałam przedziwny sen. Dawny kolega zajechał do mnie na podwórko jakimś zabytkowym samochodem, teściowa w tym czasie jakieś stare babki w chustkach sadzała za stoły na dworze. Ja skrępowana tą sytuacją, pytam „Co Ty tu robisz?”. Ponieważ mam odwieźć do domu siostrzenicę męża, ładuję tego kolegę do mojego samochodu, a tu nagle jedzie z nami moja mama i nawet nie możemy porozmawiać. A później, jakby po powrocie, mój Łukasz ma rozciętą głowę i krew mu się leje…. Matko, to jakiś koszmar był a nie sen.

Ale się naskrobałam szyb w samochodzie, tak to się wychodzi na własnym lenistwie….

„We had a love, a future – we were honest

But my truth held so many little lies

Can’t turn the page, can’t rearrange

It’s written in the sand

And tide is closing in.

 

I miss the mind of the wonderful

I let the icy thoughts run trough me cold

And no one  knows

I keep the pain of a broken soul

Wounds that just won’t heal

No one knows

Not even you!

Wychorowałam się i wróciłam do pracy. Kręgosłup czuję ale już nie boli.  Powiem szczerze że chętnie wróciłam do pracy, bo pobyt w domu nieco mnie męczy. Za dużo rzeczy do zrobienia, za dużo dźwigania dzieci  itd. Oczywiście mojemu mężowi bardzo się podoba że siedzę w domu ale powiedziałam mu „zapomnij” :)

Obejrzałam dwa dobre filmy: „Ryzykantka” i „Zanim zasnę”. Bardzo mocne i trzymające w napięciu. Przymierzałam się do „50 twarzy Greya” w Necie ale wersja jest anglojęzyczna i nagrywana w kinie więc lipa totalna. Zaczekam na film w kinie, tyle że mój mąż się zgapił i wszystkie miejsca do 6 marca zarezerwowane. Trudno, jestem cierpliwa.

Ech, ścięłam włosy, pogoda się poprawia, mam lepszy humor :)

Chandra, chandra, i jeszcze raz chandra…. Nie mam energii, nic mi się nie chce, dzieci chore, ja po antybiotyku znowu mam katar, już dość….

Oglądałam ostatnio bardzo ładny film , który poleciła mi koleżanka z pracy. „Długi wrześniowy weekend”, poryczałam się na koniec, polecam -  cudny film. Brakuje mi takich filmów i takich książek, w ogóle brakuje mi odskoczni umysłowej, nie wiem co ze sobą zrobić żeby poczuć się lepiej…

Niech to  szlag trafi

Black Berry

Brak komentarzy

Impreza była…. i fajna i niefajna. Ale fajne było to że moje przygotowania opłaciły się bo…. wyglądałam naprawdę dobrze :) Nie lubię pisać o sobie w superlatywach, to tak jakbym się wywyższała, ale czasem trzeba się samemu dowartościować. Sukienka okazała się trafiona w dziesiątkę. Było mi w niej gorąco ale za to wyglądałam bardzo szczupło. I fryzura zdała egzamin, i wszystko. Daję sobie 5+, resztę oceniam na 3+.

Zaczęłam czytać kolejną część Greya i nie wiedzieć kiedy jestem już w połowie. Niestety, mam nieodparte wrażenie, jak w każdej sadze, że autor (w tym przypadku autorka) na siłę szuka wątków i czepia się każdego szczegółu żeby zapisać kolejne stronice. Nie twierdzę, że druga część nie jest ciekawa, ale nigdy nie dorówna pierwszej. I tak jest zawsze kiedy czytam/oglądam kolejne części. Cóż…

Nie wiem czy pisałam już o przecudnym filmie, który ostatnio obejrzałam…? „Sędzia” z Robertem Downeyem Jr – rewelacyjny!!! Głęboki, poruszający, po prostu piękny. Polecam wszystkim.

Dylematy

Brak komentarzy

Zaczęłam czytać drugi tom sławetnej powieści. Mimo że wczoraj wieczorem straciłam zupełnie głos i umierałam wręcz, to i tak poświęciłam godzinę na czytanie. Zobaczymy co będzie dalej.

W sobotę idziemy z mężem na imprezkę a ja chora… Cieszyłam się że uniknęłam choroby ale niestety zbyt długo się nie udało…. Żeby to był zwykły katar, a tu ból gardła i utrata głosu. Muszę pójść do apteki po ratunek, a w sobotę się odkażę i może jakoś będzie. Kupiłam sobie czarną koronkową sukienkę, marzyły mi się czerwone szpilki do kompletu ale raz że kasy zbrakło a dwa że wybrałam taki żakiet z mojej garderoby, do którego takie buty niespecjalnie pasują. Więc chwilowo się wyleczyłam, ale tylko chwilowo :) Nie wiem dlaczego ale chcę wyglądać dobrze w sobotę. Poczyniłam w tym kierunku pewne kroki, czyli nie jem słodyczy i od niedzieli robię brzuszki. Narazie jestem cała obolała, ale mam nadzieję że to stan przejściowy. Straszny brzuch mi został po Świętach i czuję się z tym faktem bardzo źle… I jeszcze fryzura mnie martwi bo nie wiem czy sama dam radę się uczesać z tą długością włosów. Nie wiem, moja fryzjerka wyemigrowała i czuję się bez niej jak dziecko we mgle. Poszłabym do fryzjera ale jak zwykle problem z kasą….. Oj tam, oj tam, a co to ja jestem Miss Universum??? Ogarnij się kobieto! :)

Żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce…. Kurczę, tydzień pracy miałam skrócony aż o dwa dni a i tak mi się nie chce. Głowę mam ciężką jakbym wczoraj wypiła butelkę wódki. Oj tam, oj tam.

Zero słodyczy po Świętach, i to dopiero jest szczyt frustracji … :)


  • RSS