madzik984 blog

Twój nowy blog

Wpisy, których autorem jest autor

Dzisiejszy kryzys nerwowy zmusił mnie do wzięcia dnia wolnego po 2 godzinach pracy. Coraz więcej osób występuje przeciwko mnie, obawiam się że kiedy ten cały koszmar się skończy zdołam uwierzyć we własną winę…. Najgorsza jest bezsilność, niemożność wymierzenia natychmiastowej sprawiedliwości, brak możliwości działania. Jedyne czego mi potrzeba to ocean cierpliwości i stalowe nerwy. Trochę tego mam, ale czy wystarczy?

W zeszłą sobotę o północy zadzwonił do mnie dawny przyjaciel, którego głos działa na mnie niezwykle kojąco. Jak miło było Go usłyszeć. Poprosiłam, żeby zadzwonił do mnie czasem….

Życie wydaje się być nieustannym czekaniem. Ciągle na coś czekam, na kolejny cios, na zmiany, na coś dobrego, na coś złego, na coś trudnego ale oczyszczającego dla mnie. W międzyczasie wydarzają się inne wydarzenia i zmienia się mój punkt odniesienia.

Kiedy dzieci są chore czekam na poprawę….

Kiedy słyszę od Pana Męża „ty suko” czekam aż Bóg ześle grom z jasnego nieba….

Kiedy słyszę od syna „kocham Cię mamo” czekam aż czarne chmury się rozstąpią nade mną….

Kiedy w pracy czuję się bezwartościowa – poprawka – TRAKTOWANA JAK BEZWARTOŚCIOWA – czekam kiedy ten pieprzony dzień się skończy….

Kiedy piszę kolejnego bezsensownego sms-a który nie doczeka się odpowiedzi czekam aż ktoś wreszcie wybije mi ten obłęd z głowy….

Kiedy słucham kojących nut czekam aż spadnie mi ten ogromny ciężar z serca, chociaż na krótką chwilę….

Czekam i czekam, od wielu lat czekałam aż wreszcie dotarło do mnie że to na co czekam nigdy nie nastąpi. Nastąpiło natomiast to czego nie przewidziałam w najgorszych koszmarach….

Ciekawe jak wyglądałby świat w moich oczach gdybym była psychopatką? Nieraz się nad tym zastanawiam. Gdyby moje obsesyjne wręcz poczucie sprawiedliwości zastąpić czystą nienawiścią do ludzkości, chęcią zemsty za swój popaprany los? Może i mam mocne nerwy, ale moja wrażliwość emocjonalna nie pozwoliłaby mi na świadome wyrządzenie komuś fizycznej krzywdy. Tak myślę.

Chyba wolę moją „nadwrażliwość”. Trudno z nią żyć ale psychopatom chyba jeszcze trudniej.

Znowu leje deszcz….

To jakaś pieprzona zależność emocjonalna, jakaś pajęcza sieć którą sama sobie tkam a później nie mogę się z niej wydostać. Nie wiem, nie rozumiem, nie potrafię wytłumaczyć , a co najgorsze: NIE POTRAFIĘ NA SIEBIE WPŁYNĄĆ!!!!! Nie mogę znieść myśli że ON o mnie zapomni, tak jakby świadomość że o mnie myśli i pamięta była mi niezbędna do życia jak tlen…. Jestem okropna, czego ja w ogóle oczekuję? 8 lat temu powiedziałam mu, że ja już wybrałam, a teraz co???? Pieprzona idiotka. Wybrałaś i masz kurwa co chciałaś. Czas się z tym pogodzić…

Carte blanche

Brak komentarzy

Czas zatoczył wielkie koło i po 8 latach jestem w tym samym miejscu – śpię w tym samym pokoju, piję wino z tego samego kieliszka co 10 czy 9 lat temu piłam, oczywiście nie sama wtedy ….

To zabawne jak nas życie zaskakuje…. Dziś jestem matką dwóch pięcioletnich urwisów i już nie mogę sobie tak po prostu wychodzić do baru na Reddsa jabłkowego w miłym towarzystwie. Wspomnienia mi wyblakły, już niewiele z nich zostało, ale emocje wciąż te same, po tylu latach……

Czasem chciałabym to zmienić. Chciałabym zamknąć te drzwi na pancerną kłódkę i zacząć wszystko od nowa z białą czystą kartą, CARTE BLANCHE. Ale to niemożliwe, przeszłość idzie za nami krok w krok, obserwuje nasze poczynania, czeka na dogodną chwilę żeby wkroczyć. Czasami sami ją prowokujemy do tego, może świadomie, a może podświadomie….

Przeczytałam bardzo dobrą książkę, w której wiele różnych osób z bagażem trudnych doświadczeń zaczyna swoje życie na nowo w przedziwnym miejscu, gdzie wszystko jest płynne i nietypowe. Kiedy zamykają się jedne drzwi, inne otwierają się w tej samej chwili, nie wolno nam tego przegapić. Czyżby …. ?

Dziś w zeszycie teksty rzadziej piszę, częściej córce tam rysuję misie
To jedyne czyste uczucie, jakie czuję dzisiaj
W mieszkaniu cisza, a na ścianie wiszą zdjęcia
Jak na Instagramie, nie jak dawniej klisza
I czas umyka, czas to życie, więc chętnie ten czas pożyczę
I znów ściemnia się i świta i przygnębia mnie jak szpital
To, że nie możemy się dogadać, jakby więzień gadał do gada na witach
Warszawa, miasto wita, to wada nabyta
I chciałbym to poskładać, choć to dla nas jak astrofizyka
Trudna sprawa, nie ma podręcznika do życia nigdzie do nabycia
Wolałem, jak byłaś blada i miałaś gastro po spliffach
I spędzaliśmy razem wieczory, a nad telewizorem wisiał Kokoryn
I mówisz coś, chociaż to boli, dociera to do mnie powoli
Coś między nami, między słowami jak w tym filmie Sofii Coppoli
Siedzimy w jakiejś Trattorii, ty kawę przez zęby sączysz
I zdaję sobie sprawę, że już od bardzo dawna nic nas nie łączy

Ref: Kolejny dzień ten sam sen, znów się nie spełnia
Czas nieubłaganie mija
Najważniejsze jest podejście, ja dzisiaj mam złe
To co najważniejsze, zostało gdzieś w tle
Nie jestem bez winy, więc rymami płaczę
Znów zaciskam zęby, gram jak potrafię
Znów ściemnia się i świta i przygnębia mnie jak szpital
Czasem mam po prostu tego kurwa dosyć

Sorry ale musiałem to z siebie wyrzucić…

To nie jest tekst o miłości, to jest po prostu o życiu
Coś jak moje błędy młodości, ćpanie i picie nie mówiąc o biciu
I kilku znajomych po kiciu, co licząc po cichu na szybki kwit
Stracili kilka lat życiorysu, choć w głębi duszy nie są źli
I w tym wszystkim ja i ty, przyznasz, że to duże różnice
Wtedy alkohol był w mojej krwi często i mocny jak śliwowica
Skreśliło to moje sny, od lat już tego gówna nie tykam
Możesz ocenić to, kto jest zły, zrób to śmiało, to nie tajemnica
Biorę na siebie winę, nie zrzucam na błędy rodziców
Może na długą zimę i że jesteśmy ze wschodu jak BATE Borysów
Kiepski żart, co? Nie naprawi tego fart, o
Mamy rodzinę rozbitą i ciężko ułożyć to życie jak kostkę rubika
I to jest problem, który rano nie znika, to dobrze wiesz
Życzę sobie i tobie nowego życia i zdrowia i czego tam chcesz
Tylko mi spędza sen z powiek to, że ktoś mały niewinny w tym jest
I płaczę rymami, dlatego nie zobaczysz łez

Ref: Kolejny dzień ten sam sen, znów się nie spełnia
Czas nieubłaganie mija
Najważniejsze jest podejście, ja dzisiaj mam złe
To co najważniejsze, zostało gdzieś w tle
Nie jestem bez winy, więc rymami płaczę
Znów zaciskam zęby, gram jak potrafię
Znów ściemnia się i świta i przygnębia mnie jak szpital
Czasem mam po prostu tego kurwa dosyć

„Ciągle brzmi nienawiść jak fałszywy ton.
Wciśnij inny klawisz, a naprawisz błąd.

Dyrygentem zostań i batutą rządź – o!
Nagle zjawi się ktoś, kto …
ma taki dar jak Ty 
Podobne spojrzenie i oka błysk.

Chodź ze mną, 
zanim zobaczę, usłyszę piękno,
Nigdy nie powiem Ci dość,
Nigdy nie powiem Ci dość.

Chodź ze mną, 
oni tak szybko nie pobiegną,
Zrobimy trochę na złość,
Zrobimy trochę na złość.

Zapomniałeś hasła do paru serc i kont.
Odkop tę znajomość, spróbuj to połączyć w trop.

Pogadanki zostaw, do czynu przejdź i nie
Nie zamykaj drzwi, nie…
Nie pal mostów, bo lont,
Odetnę z pogardą i rzucę w kąt.

Boisz się, że będziesz sam, radę Ci dam,
Musisz tylko trochę polubić ludzkość.
I Ty też z kąta wyjdź, dziewczyno, bo …
Nie grozi Ci już dzisiaj samotność.

Chodź ze mną, 
pokażę wiedzę Ci tajemną,
Starych zaklęć znajomość,
Starych zaklęć znajomość”

 

W jaki sposób mogę się przygotować na to co mój „ukochany” jeszcze wymyśli? 30 sierpnia zbliża się wielkimi krokami, może okazać się dniem prawdy albo dniem porażki. Ile jeszcze tych porażek mnie czeka? Ile razy jeszcze będę wątpić że tak naprawdę można bez mrugnięcia okiem postąpić? Skąd brać na to siły? Jestem na wyczerpaniu….

Czasami wydaje mi się że to wszystko dzieje się gdzieś obok mnie, że to nie ja jestem bohaterką tych wydarzeń ale na przykład czytam o tym albo oglądam film. Czasami znowu myślę sobie że jest mi wszystko jedno, wola walki słabnie i czuję się z tym beznadziejnie nijak. Ale za chwilę mój mąż wykręca mi kolejny numer i przypominam sobie po co, dlaczego i że muszę to doprowadzić do końca.

Docierają do mnie informacje, które dają mi małą satysfakcję. Marne to pocieszenie i nie zmienia nic w mojej trudnej sytuacji, jednak czuję się bardzo dobrze ze świadomością  że coraz więcej ludzi przegląda na oczy.

O mojej intuicji, przewidywaniu przyszłości i odkrywaniu ludzkich intencji mogłabym napisać książkę. Może kiedyś napiszę, bo w końcu wiele jeszcze przede mną. Często powtarzam sobie, że „Drzwi do dobrych dni nigdy nie są zamknięte”.

Jeszcze Wam oko zbieleje ludzie małej wiary.

O ja Cię w dupe kolana,  nie podpisywałam  żadnej zgody na udział w takiej telenoweli niskobudzetowej.  To jest bardzo kiepski film i nie wiem kto mnie w nim zatrudnił?  Spędzasz z człowiekiem 15 z 32 lat zycia a później Cię rzuca na kolana kilkoma słowami bez ładu i składu i szmatlawym pozwem do Sądu za który dał 3 stowy a ja  bym się za darmo wstydziła napisać taki gniot.  Kurwa, co ja tu robię?  Dobrze ze pomimo wielu lat zycia z wariatami nie opuszcza mnie przekonanie ze jednak ze mną jest wszystko w porządku. Co za kanał. ….


  • RSS