Kurcze, dawno mnie tu nie było… Ostatnio jakieś zawirowania w moim życiu, czuję się jak na kolejce górskiej. Huśtawki nastrojów, chore dzieci itd. Kilka dni temu pochowałam dziadka…. Przeżyłam to bardzo, nawet nie przypuszczałam że tak się rozkleję na pogrzebie… Dziadka spalono, dziwnie wyglądał w tej małej urnie, taki wielki chłop za życia a garstka popiołu po śmierci. Dziadek, mimo różnych grzechów w młodości, na stare lata był dobrym człowiekiem. Zdecydowanie lepiej go wspominam niż żyjącą jeszcze babcię…

Wczoraj moje dzieci zrobiły mi przyjemność i poszły spać o 20.10. Dzięki temu obejrzałam bardzo dobry film w Necie pt. „Jeżeli nadejdzie jutro”. Film mówi o sile miłości, nadziei i uporowi w dążeniu do celu. Naprawdę poruszający. Dzięki takim filmom doceniam to co mam, że żyjemy w pokoju (póki co…) i jedyne problemy to chwilowy brak kasy i bójki moich dzieci…. Jakie to się wydaje niepoważne w obliczu wojny i walki o przetrwanie.

Spotkałam się ostatnio z moją bratnią duszą i przynajmniej miałam się do kogo wygadać. Ona też ma swoje problemy, trochę się popłakałyśmy razem i już jest lepiej.

Czasem jest mi naprawdę trudno, mam wrażenie że mnie to wszystko przerasta, że już dłużej nie dam rady, ale później wydarza się coś przyjemnego i troski pękają jak bańka mydlana. Tak to moje życie wygląda w ostatnim czasie, nieustające wzloty i upadki.

Mam nieodpartą ochotę na szaloną imprezę, ale w obliczu żałoby po dziadku nie jest to wskazane… Muszę poczekać kilka miesięcy. Hmmmm……..