Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to że dyskoteki i imprezy wyjściowe to już nie moja epoka. Nie powiem, bawiłam się świetnie, oczywiście do pewnego momentu bo przecież nie mogło być tak pięknie, ale….. Jak mnie nasz były wychowanek porwał do tańca to poczułam się ciut zawstydzona tą sytuacją (właściwie to ja z nim bezpośrednio nie pracowałam to i jest zaledwie 5 lat młodszy ode mnie…). Koleżanka z pracy mówi, że czasem mówię jakbym miała 50 lat :) Może powinnam jej posłuchać bo ona ma 40 (w co nie można wręcz uwierzyć!).

Wszystko wszystkim, fajnie było ale się skończyło…. zbyt szybko. Ale ja to sobie odbiję, być może w innym towarzystwie żeby było bezpieczniej, przyjdzie taki czas.

Naszła mnie taka jedna refleksja… Po tylu latach, po tylu różnych doświadczeniach, po tylu wydarzeniach w moim życiu, a ja nadal nie potrafię dotrzymać danego samej sobie słowa. Zła jestem na siebie za to czasem, ale z drugiej strony mówię sobie tak: czy taka kobieta jak ja nie może mieć swoich małych słabości i sentymentów? Przecież to nikomu nie szkodzi (raczej….?) Odrobina zdrowej zazdrości, z naciskiem na ZDROWEJ, w każdym związku się przyda. A niech sobie nie myśli że już tylko praca, dom i dzieci!