O cholercia, ale mnie tu strasznie długo nie było :) A wszystko dlatego że moje życie troszkę się przewróciło do góry nogami, ale  w bardzo pozytywnym sensie. Otóż, za 7 miesięcy zostanę mamą!!! Jest to uczucie niesamowite, budzące niezwykłą radość ale i odrobinkę lęku i niepokoju. Ale myślę że jest to tak naturalna rzecz pod słońcem że nie ma się co martwić na zaś, cała rodzina się bardzo cieszy więc myślę że nianiek do pomocy mi nie zabraknie he he :)
W związku z zaistniałą sytuacją, pomimo że czuję się naprawdę rewelacyjnie, pozwoliłam sobie na miesięczne zwolnienie lekarskie. Psychicznie już odpoczęłam od 12 kwietnia, fizycznie też aczkolwiek jak na pracoholika przystało nie posiedzę w miejscu. Rozkoszuję się wspaniałą pogodą, możliwością swobodnego gospodarowania czasem i tą niepowtarzalną przyjemnością jaką jest usiąść sobie w altance i słuchając brzęku pasiastych owadów przyglądać się na kwitnące czereśnie… Bosko, po prostu bosko.
Co poza tym? Otóż ku mojemu zdziwieniu nadal pozostaję tą samą osobą, w głowie mi się nie poprzestawiało jeszcze z tej radości, a trak na marginesie to miałam dzisiaj kiepski dzień – podły nastrój zakradł się od rana, mąż wszystko robił i mówił nie tak i ogólnie nic mi nie pasowało…. Na szczęscie dzień już się kończy. Znowu mam bardzo bogate sny, głównie – nie wiedzieć czemu – natury erotycznej :) Budze się kilka razy w nocy i muszę pić. Ale to zupełnie nic w porównaniu z tym co zwykle przechodzą kobiety w pierszym trymestrze ciąży. Jestem szczęściarą, nie ma co :)
To tyle, może ktoś jeszcze zagląda do mojego bloga a może już sobie dali spokój. Będę pisać raz na kilka miesięcy a później, czyli od listopada to już nawet najstarsi Indianie nie potrafią przewidzieć jak to będzie :) Będzie ciekawie, to napewno :)