madzik984 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2012

Ostatnia notka mojego blogowego znajomego skłoniła mnie do pewnych refleksji… Jakiś czas temu przeczytałam że ludzie znajdujący się w stanie permanentnego smutku są bardziej wrażliwi na sygnały z otoczenia, widzą i czują więcej niż inni. Wobec takiego stanu rzeczy co mają powiedzieć ludzie o ponadprzeciętnej wrażliwości? Jak u nich wygląda taki smutek? Mniemam że to musi być krwawiąca dusza, czarna otchłań rozpaczy i znikąd ratunku – ani z wewnątrz ani z zewnątrz.  Czy to jest tak że wrażliwy zasmucony człowiek widzi wokół siebie tylko smutne twarze? Że w każdym słowie czy geście dopatruje się oznak przygnębienia? A może po prostu potrafi lepiej niż inni rozszyfrować co kryje się za nerwowym uśmiechem czy pozornym spokojem? Jedna z zagwostek psychologicznych, która mnie nurtuje… Nie mam na kim tego sprawdzić, przetestować…
W obliczu nagminnego ukrywania swoich uczuć, przedkładania dobrobytu materialnego i płytkich rozrywek nad głęboką refleksję i bliski kontakt (bynajmniej nie fizyczny) z drugim człowiekiem – nie powinna dziwić coraz bardziej powszechna postawa nihilizu, chęć „płynięcia z prądem”, poddania się trendowi i po prostu – nie odstawania od reszty. W dzisiejszych czasach nie łatwo być outsiderem, mimo że wbrew pozorom jest ich wielu wokół nas. Obserwując sytuację w pracy, mieście, kraju, polityce (o tym nie lubię wspominać, ale czy chcemy czy nie dotyczy nas wszystkich) nasuwa się pytanie: czy już tylko w zaciszu własnego domu, rodziny, czy wąskiego grona przyjaciół można stworzyć atmosferę bezpieczeństwa i wzajemnego zaufania? Co to w ogóle w dzisiejszym świecie oznacza? Czyż nie wygląda na to że mamy coraz mniejszy wpływ na tak ważne, podstawowe wręcz elementy naszego życia? Że rzeczywistość nas osacza, wdziera się do naszej prywatności i narzuca własne zasady?

Jest mi trudno ostatnimi czasy, wspomniana rzeczywistość wystawia mnie na kolejne próby, czasem wyciśnie kilka łez. Pod płaszczykiem uśmiechu kryję ciągły niepokój, chaos myśli, wewnętrzne rozbicie i niepewność. Na wskutek obniżonej odporności kolejny raz w krótkim czasie jestem przeziębiona… Brak energii, brak ochoty, brak pozytywnych bodźców…. Tyle ludzi wokół mnie – życzliwych, pomocnych, współczujących, dopytujących się „co mogą dla mnie zrobić, czego potrzebuję”. To miłe, ale nie zmienia faktu że nadal pozostaję sama ze sobą. Z tą bolesną świadomością rzeczywistości…

„Na pewno czułeś kiedyś wielki strach, że oto mija Twój najlepszy czas,
Bezradność zniosła Cię na drugi plan, czekanie sprawia że gorzknieje cała słodycz w nas,
Ogromny zgrzyt znieczula nas na szept, tak trudno znaleźć drogę w ciepły sen,
Słowa zlewają się w fałszywy ton, gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd…”

Hey, my baby, I wanna tell you one thing, and it’s sad (…)

Every choice was easier in the past
And every madness simply justified
Now I feel that something is breaking me down
How can I turn back these unbearable times
So I’m fighting, praying to God for nothing,
Trying to find the answer, trying to cope
Secret baby, I have to tell you indeed
I hear the music as it’s crying in me

I feel the music’s over…


  • RSS