madzik984 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2011

„Człowiek może być dobry i uczciwy, ale ilość osób na jego pogrzebie i tak zależy od pogody”

Wczoraj obejrzałam film, który dał mi dużo do myślenia. Biorąc pod uwagę obecną atmosferę w pracy (przypominajacą telenowelę brazylijską, i to taką niskobudżetową) i ogólnie całokształt moich przemyśleń ….. to nie chce mi się nawet o tym myśleć. Ile człowiek dzisiaj znaczy? Prawie tyle co nic. Nieważne ile daje z siebie, nieważne czy jest wierny własnym zasadom. Nikt tego nie widzi, nikt tego nie docenia. No, może prawie nikt, ale na pewno nie Ci którzy są do tego zobligowani. Motywacja do pracy jest bliska zeru… 3-letni chłopiec biegnący przez cały korytarz żeby mi paść w ramiona jest taką małą iskierką w tunelu i wywołuje poczucie sensu. Ale nie wystarcza to na długo.
Koleżanka z pokoju mi wczoraj uświadomiła że dupa i kasa rządzą światem – tak było, jest i będzie. Smutne to ale prawdziwe.

„(…) I carry the things that remind me of you,
In loving memory of the one that was so true,
You were as kind as you could be,
And even though you’re gone you still mean the world to me…”

„Z uśmiechem na ustach wspominała ostatni czas – wspaniały czas. Pomimo, że kilka dni i nocy spędziła poza domem, nie żałowała. Myśli zmieniły utarte ścieżki, przez krótką chwilę żyła życiem innych bliskich jej osób. Rozmawiała, śmiała się, poczuła znowu przyjemne łaskotanie w żołądku. I ta pociągająca niepewność co przyniesie noc, jak się zakończy gorączka sobotniej nocy. Podczas gdy alkohol krążył w żyłach, rozwiązały się języki, konwenanse rozluźniły krępujące więzy, wrogowie stali się na chwilę przyjaciółmi. W półmroku kształty nabrały wyraźniejszych konturów, a oczy więcej blasku. Uśmiechy, spojrzenia, zaproszenia. Rozmowa pozornie o niczym, a tak naprawdę o wszystkim. Powietrze gęste od emocji… Czas do domu. Stukot jej czarnych szpilek o bruk, odbijający się echem od wieżyczki ratusza, przeplatany  odgłosami  nocnych rozmów. Znane na pamięć uliczki, światła latarni i wystaw sklepowych. Brzęk kluczy wyjmowanych z torebki, zacinający się zamek w drzwiach klatki schodowej, jeszcze tylko 4 piętra, wyścig z zapalonym światłem i spokój…
Ból głowy i butelka wody w zasięgu ręki. Godzina 7 rano w niedzielę, czas do domu – tego prawdziwego. W pośpiechu spakowała ubrania i kosmetyki, równocześnie z melodyjką telefonu przekręciła klucz w zamku i zostawiła za drzwiami gorączkę poprzedniej nocy…”

Wczoraj zafundowałam sobie lajtowy dzień. Totalny relaks i zero przymusu. Niczym nie zmącony sen, spokojnie obejrzany film, bezcenny czas…. Wieczorem położyłam sie do łóżka, załączyłam muzykę do uszu a moje serce zaczęło wyczyniać przedziwne rzeczy. Miałam wrażenie że w piersi mam maleńką klatkę, a w niej oszalałego, łopoczącego skrzydłami, wystraszonego na śmierć małego słowika. Wibracje jego ruchów rozchodziły się po lewej stronie mojego ciała nieprzyjemną falą. Palce lewej ręki zastygły na przyciskach iPoda niezdolne wykonać żadnego ruchu. Tak jakby sygnały z mojego mózgu nie docierały do żadnej części mojego ciała. A wszystko to trwało jakieś pół godziny – jedno z gorszych pół godziny w moim życiu…
Obudziłam się z bólem głowy i wrażeniem, że spałam za długo. W natłoku myśli i wspomnień zeszłego weekendu zapomniałam że mam do pracy na 6 a nie na 7. Zdążyłam ale głowa boli mnie nadal.

I’d like to write a note in English. There is so much words I want to say (write). Maybe next time.


  • RSS