madzik984 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2011

Wreszcie ktoś wrzucił na Zalukaj „Salę samobójców”. W niedzielę film nie chciał wcale wejść więc dałam sobie spokój, wczoraj mężuś jakimś cudem włączył go (czego oczywiście nie zrobił bezinteresownie), ja otworzyłam piwo i usadowiłam się wygodnie na kanapie z nadzieją na dwie godziny dobrego kina i …… Obejrzałam zaledwie 2 pierwsze minuty, po czym film zaciął się i już nie dało się go żadnym sposobem uruchomić. Słupek mojej złości poszybował w górę, juz drugi raz tego samego dnia… Film obejrzało około 70 osób które dodały komentarz i może tyle samo tych które nie zostawiły śladu, ale oczywiscie ja nie mogłam zaliczac się do tej grupy szczęśliwców…. Rozżalona wypiłam na tempo piwo z sokiem malinowym, przeczytałam z 10 stron książki, która zaczyna mnie wciągać coraz bardziej, z szumem w głowie i bliżej nieokreślonym mętlikiem poszłam spać. Spałam tak mocno że nawet nie słyszałam deszczu, który musiał dosyć głośno stukać o rusztowanie. Hmmmm…………

Każdego dnia jest tak samo: dzwoni budzik, jestem nieprzytomna, nie mogę otworzyć oczu, i kolejny raz myślę sobie „Proszę nie….”
A później jednak wstaję (bo nie mam innego wyjścia), nastawiam wodę i wszystko wygląda tak samo. Dzisiaj wyglądało nieco inaczej, z powodu bliżej nieokreślonej awarii nie miałam wody aby sie umyć należycie. Dobrze że chociaż na umycie zębów mi wystarczyło…
Wracam z pracy i znowu to samo. Wszędzie bałagan, sypie sie śnieg ze styropianu i ile by go nie zbierać to nadal jest. Sprzątanie w domu chyba w ogóle mija się z celem….
Mam cholerną ochotę na szarlotkę (bynajmniej nie o ciasto mi chodzi), ale chyba nie dam rady się wyrwać w weekend… Jeszcze dużo czasu musi upłynąć zanim weekendy wrócą do normy i będzie można mysleć tylko o sobie i swoich przyjemnościach. Po 10 września przyjedzie Barbara, to chyba pierwszy realny termin na wypicie szarlotki u Hendigierego. Czas płynie tak szybko – to jedyne pocieszenie które przychodzi mi teraz do głowy.

„Złośliwa, kąśliwa, bywa arogancka i ironiczna. Nie stroni od cynizmu. Ale tylko wtedy jak ktoś jej nadepnie na odcisk. Jak skorpion – atakuje kiedy czuje się zagrożony. Kiedyś nie potrafiła sama ze sobą wytrzymać, teraz nauczyła się  z tym żyć. Zdobyła w znacznej mierze tę trudną umiejętność eksponowania i pielęgnowania swoich zalet. Mniej lub bardziej, jednak ma świadomość ile może zdziałać jej uśmiech i nie waha się tego wykorzystać. Ktoś by powiedział o niej „wyrachowana”, a co ona sama by o sobie powiedziała? Jest dobra i zła, życzliwa i złośliwa, opanowana i nerwowa, jest jedna wielką sprzecznością. I właśnie ten paradoks sprawia że jej istnienie jest tak wyraziste i takie do głębi prawdziwe. Potrzebowała wielu lat rozmaitych doświadczeń aby to zrozumieć. Warto było, bez względu na wszystko…

Dzisiaj rano myjąc zęby zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy: kiedy jakieś słowa ciągle kołaczą mi się w głowie, pojawiają się w myślach tuż przed zaśnięciem i tuż po przebudzeniu to po prostu muszę je gdzieś zapisać. Kiedy się nimi podzielę, odpływają aby za jakiś czas zastąpiły je inne. Tak było i ostatnim razem, kiedy to tytuł notki nijak się miał do jej treści, ale nie był zupełnie bez znaczenia – wręcz przeciwnie, uwolnił moją głowę od natrętnych słów.
Pierwszy dzień od długiego czasu rozpoczyna się nieśmiało przedzierającymi sie przez zasłonę chmur promieniami słońca. Może zobaczymy wreszcie suche chodniki i wstąpi w nas jakaś – nawet niewielka ale jednak – energia. Czas rozciąga się niemiłosiernie, minuty dłużą się w nieskończoność, a wszystko to dzieje się do magicznej godziny 15, bo kiedy mała wskazówka przekroczy trójkę czas przestawia się na inną częstotliwość i na nikogo już nie czeka.

„Na skraju miast, na skraju dnia,
między drogami które znasz,
chwila wytchnienia mimo spraw,
niech będzie chwała za ten czas”


  • RSS