madzik984 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2011

Mam 26 lat (prawie), poukładane i ustabilizowane życie, jestem rozsądna i odpowiedzialna, chciałabym zostać matką. Nijak się ma to do mojej duszy, która czasem przypomina mi duszę nastoletniej dziewczyny, targaną emocjami i refleksjami, katującą się wspomnieniami i rozważaniami: po co? dlaczego? a co jeśli? Moja dusza i wszystko co przeżywa potrzebuje wyrazu, którym po części stał się blog. Kiedy dłużej się nad tym zastanawiam, dochodzę do wniosku że pisarze, malarze, wszelkiego rodzaju artyści „jawni” i „ukryci” muszą mieć takie niepokorne dusze, skotłowaczone myśli i jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny tok rozumowania. Mam z nimi wszystkimi coś wspólnego…
Kolejny raz odnajduję w bohaterce świetnej książki swoje własne cechy. Zaczynam wtedy snuć teorie, czy jest to cel zamierzony przez autora, czy też moja wyobraźnia posuwa się do tak daleko idących, niekoniecznie popartych logiką wniosków? Zresztą, wyobraźnia i logika to raczej nie mają ze sobą wiele wspólnego, jeżeli nie nic. Przeczytałam m. in. że „zdesperowana dziewczyna może zakochać się nawet w pilocie lecącego nad nią samolotu”. Może jestem właśnie taka jak ta dziewczyna i pragnę we wszystkim wokół znaleźć argumenty świadczące o tym że nie balansuję na granicy szaleństwa, a moje stany emocjonalne są wspólne dla innych ludzi.

Wiem, możecie mnie za to potępić i skrytykować, ale czasem mam wrażenie że marnuję się w takim zwyczajnym życiu… Tylko jakie jest to życie „niezwyczajne” lub „nadzwyczajne”? Na czym ono polega? Na ciągłej wędrówce? Na poszukiwaniu bratnich duszy z którymi i tak nie można spędzić reszty życia? Na przygodach seksualnych i doświadczeniach przeróżnej maści? Na destabilizacji i rozchwianiu emocjonalnym? Na niepewności jutra? Jeżeli na te wszystkie pytania odpowiedź brzmi „tak”, to nie jest moje prawdziwe „ja”. To nie jest prawdziwa Magdalena.
Jeżeli reinkarnacja naprawdę istnieje, w poprzednim wcieleniu byłam Anią z Zielonego Wzgórza lub XVIII-nastowieczną pożeraczką męskich serc typu „femme fatale”, mam w sobie coś z jednej i drugiej :)

„Szła ulicą w upalne czerwcowe południe. Jak zawsze patrzyła wszystkim przechodniom prosto w oczy, chyba że zainteresowały ją buty kobiety idącej przed nią, względnie sklepowe wystawy. Chwytała męskie spojrzenia, spojrzenia przechodniów i spojrzenia kierowców. Kolejny raz zastanawiała się czy ma na twarzy resztki śniadania…?  Po powrocie do pracy lustro udzieliło jej odpowiedzi. To zabawne – pomyślała – dlaczego rzeczy dzieją się w nieodpowiednim czasie, za wcześnie lub za późno? Dlaczego spotykamy ludzi których tak bardzo chcemy poznać, zgłębić wręcz, i kolejny raz dochodzimy do wniosku że tych kilka lat za późno. Albo że w innym wymiarze, świecie równoległym to mogłoby mieć sens… Gdybanie – powiedziałby jej scientystyczny ojciec.
Mijała znajome twarze, uśmiechała się do nich, mówiła przelotne „cześć” i co chwila skupiała uwagę gdzie i po co właściwie idzie, aby w tym rozkosznym słonecznym roztargnieniu nie zapomnieć o rzeczach ważnych. Ważnych, jednak nigdy nie ważniejszych od kontemplacji tej cudownej chwili, od momentu który chciałoby się zatrzymać na dłużej, od rozgardiaszu myśli kórym pozwala się spokojnie przemykać przez głowę bez wyraźnego celu i znaczenia. Na przekór ludziom których nieustannie mijała, w głowie szumiały jej słowa piosenki ” (…)a wokół nikogo i upał co włosy przemieniłby w złoto”…..

„Dusza to rana która wciąż krwawi i nigdy się nie goi. Można ją usunąć tylko wraz z życiem”
Eric-Emmanuel Schmitt

Kroczę wśród zgiełku i pośpiechu, z różnym skutkiem ale jednak zawsze starając się wierzyć że wszechświat jest taki jaki powinien być,
a ja jestem jego częścią. Ciągły stres osłabia moją duszę, sprawia że przestaję zwracać na nią uwagę, nie dbam o jej potrzeby. Ale ona nie daje o sobie zapomnieć, przypomina się za pomocą snów, słów, muzyki….. bloga? Hmmm, powiesz że to nie ma z nią nic wspólnego, że w Necie nie ma miejsca na duszę. Mylisz się, zawsze i wszędzie jest dla niej miejsce, dopóki żyję, dopóki żyjesz Ty….


  • RSS