madzik984 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2010

Trochę się obudziłam po kawie ale to jednak nie ta sama energia… Za oknem zimno i deszcz, a ja siedzę w pracy i spoglądam na zegarek co 15 minut z nadzieją że minęła już godzina. W mojej pracy rzadko kiedy jest równowaga, najczęściej albo zapierdziel albo nudy jak cholera. Sporadycznie coś pomiędzy.

Śniło mi się coś zgoła abstrakcyjnego, co w naturze raczej nie występuje. Otóż, śniło mi się piękne, szerokie drzewo, a na jego rozbudowanych, zwisających niemal do ziemii gałęziach rosły ogromne dojrzałe pomidory wielkości… dyni lub arbuza. Według sennika pomidor widziany symbolizuje „potajemną miłość”. Hmm, jakby się tak dobrze nad tym zastanowić to ma odniesienie do mojego życia i ostatnich w nim wydarzeń, aczkolwiek nie dosłowne. Dobrze że nie zrywałam tych pomidorów bo to mogłoby spowodować „wyjście na jaw potajemnego związku erotycznego” :) Biorąc pod uwagę fakt że ja w takim związku nie pozostaję, istnieje niebezpieczeństwo takiej sytuacji w przypadku np. mojego mężusia :) Oczywiście są to czyste spekulacje i bynajmniej nie przejmuje się tym wcale. Sny są tylko snami i nie należy zbyt poważnie je traktować, jednak interesująca jest ich symbolika i odniesienie do rzeczywistości, które często odnajduję w mniejszym lub większym stopniu…

Jak dobrze pójdzie pojadę w listopadzie do mojej Joanny do Szczecina. Marzy mi się taki kilkudniowy wypad. I jazda pociągiem, czego nie robiłam całe wieki a co w dzieciństwie uwielbiałam. Ten równomierny stukot i widoki zza pociągowej szyby które są bez porównania inne od tych z samochodu. Nostalgia i obce twarze dookoła. Każdy każdego może obserwować…

Co za weekend, wszystko mnie boli, wytańczyłam się za wszystkie czasy. Było superanco, nawet się nie spodziewałam że tak dobrze będę się bawiła przez całe dwa dni! Wielkie ukłony dla Państwa Młodych i ich rodziców…
Oprócz kilku siniaków na nogach jestem cała i, o dziwo, zdrowa :) Kto by pomyślał że na katar najlepsza okazała się wódka weselna.

Uffff…..

I am

Brak komentarzy

Często w naszym życiu jest tak że rzeczy dzieją się w złych momentach, kilka przykrych chwil się kumuluje, czekasz na coś od dłuższego czasu i nagle chcesz tego uniknąć, nie masz ochoty, tracisz entuzjazm…. Nic innego jak proza życia, life is brutal, nigdy nie mów nigdy i takie tam… Jak zwykle będę się doszukiwać przyczyn, zastanawiać się po co i dlaczego. Usłyszałam ostatnio taką opinię że „intencje są złe bo zawsze prowadzą do jednego”. Ile bym się nad tym zastanawiała, nie mogę się zgodzić. Intencje jak wszystko mogą być dobre i złe, zamierzone i niezamierzone, uświadomione i podświadome.  Moją są często podświadome, albo tylko spycham je pod próg świadomości. Jedno wiem na pewno – wszystko co w życiu robię, mówię i myślę ma jakąś przyczynę i cel. Czasem trudno to wychwycić, czasem potrzeba innych ludzi, jakiejś niezależnej perspektywy żeby uświadomić sobie pewne rzeczy. Dlatego warto słuchać ludzi, „nawet głupcy i ignoranci niosą swoją prawdę”.  Słucham wszystkich chociaż część z moich rozmówców działa na nerwy. Ale wiem że wszystko co mówią ma jakąś wartość, mniejszą lub większą.

Jednego mogę sobie śmiało pogratulować: stopniowo realizuję swoje cele i bliżej mi do optymizmu niż pesymizmu. Żyję w zgodzie ze sobą a droga do tego stanu rzeczy była długa, kręta i kamienista. Ostatnio uderzyła mnie taka refleksja, może wspomnienie raczej, z mojego dzieciństwa i trudnego dorastania. Czasem nie mogę uwierzyć jak bardzo się zmieniłam, jaką ogromną metamorfozę przeszła moja rodzina. Nie wszystko się powiodło, są rzeczy które mnie uwierają i smutno mi z nimi ale przecież nie można mieć wszystkiego. I nie można wszystkich uszczęśliwić.

 

Dzisiaj w pracy mój „synuś” zupełnie nieoczekiwanie się do mnie przytulił. Chyba pozazdrościł drugiemu młodszemu że kurczowo ściska mnie za rękę. I obaj się przytulili. Poczułam się z tym cudownie. Macierzyństwo musi być najczystrzą i najwspanialszą postacią bezwarunkowej miłości na świecie. Chyba już czas na mnie :)

 

„Ale ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to,

Że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim, nie…”

I’m sorry

Brak komentarzy

Jestem przemęczona. Staję się drażliwa i złośliwa, a jeżeli zaczynam to zauważać to znaczy że nie jest dobrze. Dlaczego organizm kobiety jest tak skomplikowany? Dlaczego jej nastrojem rządzą hormony? Czasem mam siebie dość…

 

Jutro grają w kinie „Zaćmienie”. Oglądałam już ze dwa razy ale chyba nie muszę mówić jak bardzo chciałabym go obejrzeć na dużym ekranie. Oczywiście, nie mam z kim pójść…

Co za ironia losu. Sama do siebie się uśmiecham. Ktoś mnie dzisiaj bardzo zaskoczył. Czy to skutek moich działań? Czy zwykła ludzka chęć poznania? Tak czy siak, pozytywne emocje. Potrzebuję ich do życia jak tlenu….

Open my eyes
saltwater rain

Like a ghost that came from an old beginning,
You heated up a freezing destiny,
But I told myself I had the chance to live a better live
By loving someone new

I miss the mind of the wonderfull,
I let the icy thoughts run through me cold,
And no one knows,
I keep the pain of a broken soul,
Wounds that just wont heal,
No one knows,
Not even you….

We had a love, a future – we were honest,
But my truth held so many little lies,
Can’t turn the page, can’t rearrange,
It’s written in the sand,
And tide is closing in…

Cold is the night, could are my hands, cold is my heart….

Czas leci nieubłaganie szybko. Wczorajszy przepiękny słoneczny dzień spędziłam w znacznej części w szpitalnych murach. Praca….
Mam chęć się wyrwać, pójść na piwo z koleżankami, ale ciągle coś mi w tym przeszkadza. Może moja kumpela z Hrubieszowa przyjedzie na weekend, mam silną potrzebę porozmawiania z nią, bo ona mnie w wielu kwestiach rozumie.

Mój ciasny umysł nie pozwala mi rozwinąć myśli. Czuję się z tym źle. Śnią mi się sny których nie pamiętam. Dosyć często śni mi się woda. To chyba dobrze…?

Jakoś dziwnie mi z tym wszystkim. Zima zbliża się wielkimi krokami, na samą myśl robi mi się zimno. Chciałabym żeby lato trwało 6 miesięcy… Chodzą mi po głowie zamszowe kozaczki, może w październiku będę mogła sobie pozwolić na mały prezent :)

Mój czas

1 komentarz

Zafundowałam sobie kufel grzanego piwa z sokiem, jak na prawdziwego pijaka przystało :) I jak się po tym czuję? Zajebiście! Delikatnie szumi mi w głowie i czuję się sama ze sobą wspaniale.  Trochę boję się użyć tych słów ale chyba wracam do równowagi psychicznej, może bardziej emocjonalnej.  Rozglądam się po ciemnych zakamarkach pokoju w półmroku lampy i wiem że to jest moje miejsce na Ziemii. Kocham mój dom i ludzi w nim, kocham to miejsce.
Czasem się zastanawiam czy ja na to wszystko zasługuje. Jestem zwykłym człowiekiem, potrafię ranić i oszukiwać, popełniłam w życiu wiele błędów. Kiedyś, jakiś rok temu napisałam o sobie że jestem złą kobietą. Dręczyły mnie wtedy wyrzuty sumienia, a teraz? Teraz też uwierają, ale mniej. Czas jednak leczy rany, na wszystko można spojrzeć inaczej. Rozsądniej. Emocje są złym doradcą. Ale nie o tym chciałam pisać! Chciałam pisać o tym że jestem szczęśliwa, cholernie szczęśliwa. Z całym bagażem, z dobrymi i złymi chwilami. I nic nie chciałabym w swoim życiu zmienić, zupełnie nic. Bo wszystko było, jest i będzie ważne, potrzebne i konieczne.

„Tyle wspomnień dzisiaj łączy nas,
Nie zapomnę, to był piękny czas”

Ostatnie wydarzenia w moim życiu skłaniają mnie po raz kolejny do refleksji odnośnie przeznaczenia…. Kto co, z kim i dlaczego? Jaki jest w tym sens bo jakiś napewno. Jakie korzyści ma nieść i jakie gorzkie rozczarowania? Wzloty i upadki, porażki i sukcesy, fascynacja i stagnacja. Czasem myślę sobie że człowiek jest zbyt skomplikowaną bestią. Rozum i wolna wola pozwala mu wykorzystywać swoją przewagę nad innymi, bawić się uczuciami, manipulować, grać…. Tak, człowiek osiągnął zbyt wysoki poziom rozwoju i dlatego zdolny jest do tak przerażających zbrodni.  W zasadzie może to i dobrze że nie dostałam się na psychologię. Lepiej wiedzieć mniej, a poza tym czy wytrzymałabym sama ze sobą będąc jeszcze bardziej pokręcona? To byłoby trudne.
Wczoraj obejrzałam piękny film, o tym co w życiu jest najważniejsze. Bohater walczył o odrobinę normalności w swoim życiu, o uczucia dla siebie i bliskich mu ludzi, a kiedy zgrubsza mu się to udało zginął w zamachu terrorystycznym na World Trade Centre. Wszystko się skończyło, na chwilę…
Ludzie, których znałam, umierają. Skaczą do rzeki, zabijają się na motocyklach, znikają bez śladu. Po co nam filmy jak rzeczywistość bardziej nas zaskakuje. Nie wiem co się dzieje i dlaczego. Dzisiaj, kiedy jechałam samochodem, przeraziła mnie prędkość motocyklistów. Pojawiają się znikąd i wyprzedzają bez względu na wszystko. To nie dla mnie, siedząc za kółkiem mam tak boleśnie świadome poczucie kruchości ludzkiego życia. Jakbym brała odpowiedzialność za nie, jakbym była władcą życia i śmierci. Nie lubię tych myśli ale one pojawiają się zawsze.

Śniło mi się marchewkowe pole. Dużo marchewki. Marchewka ma bardzo dobre symboliczne znaczenie i to mnie buduje. Może to i bzdury, może nie warto w to wierzyć ale sama świadomość daje siłę i wiarę że będzie dobrze. Będzie dobrze, a jak ma być?
Ulewny deszcz nie jest w stanie zepsuć mi dobrego humoru, i taką siebie lubię :)

Mam chęć napisać więcej ale nie mam czasu….


  • RSS