2012-05-02 20:20:28 >> Welcome back

O cholercia, ale mnie tu strasznie długo nie było :) A wszystko dlatego że moje życie troszkę się przewróciło do góry nogami, ale  w bardzo pozytywnym sensie. Otóż, za 7 miesięcy zostanę mamą!!! Jest to uczucie niesamowite, budzące niezwykłą radość ale i odrobinkę lęku i niepokoju. Ale myślę że jest to tak naturalna rzecz pod słońcem że nie ma się co martwić na zaś, cała rodzina się bardzo cieszy więc myślę że nianiek do pomocy mi nie zabraknie he he :)
W związku z zaistniałą sytuacją, pomimo że czuję się naprawdę rewelacyjnie, pozwoliłam sobie na miesięczne zwolnienie lekarskie. Psychicznie już odpoczęłam od 12 kwietnia, fizycznie też aczkolwiek jak na pracoholika przystało nie posiedzę w miejscu. Rozkoszuję się wspaniałą pogodą, możliwością swobodnego gospodarowania czasem i tą niepowtarzalną przyjemnością jaką jest usiąść sobie w altance i słuchając brzęku pasiastych owadów przyglądać się na kwitnące czereśnie... Bosko, po prostu bosko.
Co poza tym? Otóż ku mojemu zdziwieniu nadal pozostaję tą samą osobą, w głowie mi się nie poprzestawiało jeszcze z tej radości, a trak na marginesie to miałam dzisiaj kiepski dzień - podły nastrój zakradł się od rana, mąż wszystko robił i mówił nie tak i ogólnie nic mi nie pasowało.... Na szczęscie dzień już się kończy. Znowu mam bardzo bogate sny, głównie - nie wiedzieć czemu - natury erotycznej :) Budze się kilka razy w nocy i muszę pić. Ale to zupełnie nic w porównaniu z tym co zwykle przechodzą kobiety w pierszym trymestrze ciąży. Jestem szczęściarą, nie ma co :)
To tyle, może ktoś jeszcze zagląda do mojego bloga a może już sobie dali spokój. Będę pisać raz na kilka miesięcy a później, czyli od listopada to już nawet najstarsi Indianie nie potrafią przewidzieć jak to będzie :) Będzie ciekawie, to napewno :)


skomentuj (0)




2012-03-09 07:19:21 >> Be the woman

Czuję się odrobinę zawiedziona wczorajszym dniem, a nawet bardziej niż odrobinę. Jest mi smutno i przykro, że tylko moje koleżanki - KOBIETY - pamiętały aby wysłać mi życzenia... Oczywiście od męża dostałam kwiaty, ale to oczywiście nie podlega żadnej dyskusji. Poza rodziną męża nikt o mnie nie pamiętał. Nawet tato z Belgii nie zadzwonił, czego byłam pewna.... Żal


skomentuj (1)




2012-02-22 20:47:43 >> Nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd...

Ostatnia notka mojego blogowego znajomego skłoniła mnie do pewnych refleksji... Jakiś czas temu przeczytałam że ludzie znajdujący się w stanie permanentnego smutku są bardziej wrażliwi na sygnały z otoczenia, widzą i czują więcej niż inni. Wobec takiego stanu rzeczy co mają powiedzieć ludzie o ponadprzeciętnej wrażliwości? Jak u nich wygląda taki smutek? Mniemam że to musi być krwawiąca dusza, czarna otchłań rozpaczy i znikąd ratunku - ani z wewnątrz ani z zewnątrz.  Czy to jest tak że wrażliwy zasmucony człowiek widzi wokół siebie tylko smutne twarze? Że w każdym słowie czy geście dopatruje się oznak przygnębienia? A może po prostu potrafi lepiej niż inni rozszyfrować co kryje się za nerwowym uśmiechem czy pozornym spokojem? Jedna z zagwostek psychologicznych, która mnie nurtuje... Nie mam na kim tego sprawdzić, przetestować...
W obliczu nagminnego ukrywania swoich uczuć, przedkładania dobrobytu materialnego i płytkich rozrywek nad głęboką refleksję i bliski kontakt (bynajmniej nie fizyczny) z drugim człowiekiem - nie powinna dziwić coraz bardziej powszechna postawa nihilizu, chęć "płynięcia z prądem", poddania się trendowi i po prostu - nie odstawania od reszty. W dzisiejszych czasach nie łatwo być outsiderem, mimo że wbrew pozorom jest ich wielu wokół nas. Obserwując sytuację w pracy, mieście, kraju, polityce (o tym nie lubię wspominać, ale czy chcemy czy nie dotyczy nas wszystkich) nasuwa się pytanie: czy już tylko w zaciszu własnego domu, rodziny, czy wąskiego grona przyjaciół można stworzyć atmosferę bezpieczeństwa i wzajemnego zaufania? Co to w ogóle w dzisiejszym świecie oznacza? Czyż nie wygląda na to że mamy coraz mniejszy wpływ na tak ważne, podstawowe wręcz elementy naszego życia? Że rzeczywistość nas osacza, wdziera się do naszej prywatności i narzuca własne zasady?

Jest mi trudno ostatnimi czasy, wspomniana rzeczywistość wystawia mnie na kolejne próby, czasem wyciśnie kilka łez. Pod płaszczykiem uśmiechu kryję ciągły niepokój, chaos myśli, wewnętrzne rozbicie i niepewność. Na wskutek obniżonej odporności kolejny raz w krótkim czasie jestem przeziębiona... Brak energii, brak ochoty, brak pozytywnych bodźców.... Tyle ludzi wokół mnie - życzliwych, pomocnych, współczujących, dopytujących się "co mogą dla mnie zrobić, czego potrzebuję". To miłe, ale nie zmienia faktu że nadal pozostaję sama ze sobą. Z tą bolesną świadomością rzeczywistości...

"Na pewno czułeś kiedyś wielki strach, że oto mija Twój najlepszy czas,
Bezradność zniosła Cię na drugi plan, czekanie sprawia że gorzknieje cała słodycz w nas,
Ogromny zgrzyt znieczula nas na szept, tak trudno znaleźć drogę w ciepły sen,
Słowa zlewają się w fałszywy ton, gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd..."


skomentuj (1)




2012-02-19 20:24:33 >> My pretty lover

Hey, my baby, I wanna tell you one thing, and it's sad (...)

Every choice was easier in the past
And every madness simply justified
Now I feel that something is breaking me down
How can I turn back these unbearable times
So I'm fighting, praying to God for nothing,
Trying to find the answer, trying to cope
Secret baby, I have to tell you indeed
I hear the music as it's crying in me


I feel the music's over...



skomentuj (0)




2012-01-22 12:27:18 >> http://www.youtube.com/watch?v=MV_3Dpw-BRY

Wczorajszej nocy po obejrzeniu kultowego w mojej ocenie filmu "Drive" doszłam do zaskakujących wniosków. Zastanawiałam się jak to możliwe że kobieta, która mdleje przy pobieraniu krwi, a kiedy ktoś o tym mówi krzywi się i zatyka uszy - bez żadnych przeszkód czy silniejszych emocji ogląda jak na ekranie krew leje sie w dużych ilościach? Nie żeby mnie to w ogóle nie ruszyło, przy bardziej drastycznych scenach zamykam oczy, jednak niezaprzeczalnym jest fakt że strasznie mnie kręcą takie filmy!!! Thrillery psychologiczne o seryjnych mordercach, filmy akcji gdzie bohater ciągle naraża swoje życie, szybkie samochody, życie pełne adrenaliny. Cholera, to takie do mnie niepodobne a jednak! Po prostu uwielbiam czarne charaktery, postaci żyjące na granicy prawa, posiadające swój tajemniczy świat niedostępny dla zwykłych ludzie, czasem wpuszczając tam jakąś niezwykłą kobietę....
Jak dłużej się nad tym zastanowię, zawsze gustowałam w przystojnych draniach... Począwszy od podstawówki, nigdy nie zwróciłabym uwagi na szkolnego prymusa, za to na niepokornych którzy raz po raz powtarzali klasy i szlajali się nocami bez nadzoru rodziców - ależ oczywiście!Do nich było mi zdecydowanie bliżej, mimo że stanowiłam totalne przeciwieństwo. Dalej, w liceum spotykałam się  z uzależnionym od marihuany gościem, który  kilka lat wstecz zaliczył wszystkie szkoły podstawowe w mieście, gdyż z każdej go wywalali. Obrałam sobie za punkt honoru że nawrócę go na dobrą drogę, niestety a może na moje szczęście jego światopogląd nie dał się zreformować. Przynajmnie mi, bo teraz skończył studia i ożenił się, więc jak widać nie było to niemożliwe.  Później poznałam mojego obecnego męża, który był oazą spokoju i dobroci. Dzielnie znosił moje humory i codzienne bóle głowy, ale jak wczoraj sobie przeanalizowałam to wszystko to nie był takie zupełnie bez skazy - obracał się w towarzystwie ze wszech miar zdemoralizowanych kumpli, którzy na dyskotekach nie przepuścili żadnemu śmiałkowi z nie takim jak potrzeba spojrzeniem. Szczerze tego nienawidziłam a jednak nie zrezygnowałam z niego i tym razem udało się wyciągnąć go z niezłego bajzlu. Myślę, że miał na tyle własnego rozumu żeby unikać poważnych kłopotów ale kto wie co by było gdyby mnie nie było? Obecnie wszystko się zmieniło ale nadal lubi jak mu skoczy adrenalina i myślę że w przypływie zazdrości i poczucia realnego zagrożenia mógłby niejednego posłać do szpitala  na długotrwałą rehabilitację, zwłaszcza z uwagi na swoje gabaryty!  I skłamałabym  teraz gdybym powiedziała że mnie to wcale nie kręci...
Wracając do myśli przewodniej - czasem czuję się jakbym miała dwie natury. Z jednej strony poukładana i rozsądna Magdalena, stroniąca od ryzykownych posunięć - z drugiej zaś, niepokorna i potrzebująca do życia jak tlenu dreszczyka emocji, niepewności co przyniesie chwila, żeby nie powiedzieć ..... kochliwa? To może za dużo powiedziane, ale jakieś ziarenko prawdy w tym jest. Jedno wiem napewno, nigdy nie znamy siebie do końca dopóki życie nie postawi nas w sytuacjach w których odnajdujemy zupełnie innych siebie. Mnie nieraz w takich stawiało i często byłam totalnie zaskoczona swoim postępowaniem - nieraz sprzecznym z własnymi zasadami. Nigdy nie mów nigdy - święta słowa których trzymam się ciągle.
Niby wiem dokładnie kim jestem, niby mam wysoki poziom samoświadomości, niby kieruję się w życiu własnymi zasadami, a jednak istnieje we mnie gdzieś głęboko skrywana cząstka - ciemna strona osobowości - która lubi adrenalinę, obietnicę przygody i eksyctację. Czasem boję się tej cząstki mnie bo nie potrafię jej do końca przewidzieć. Czasem dochodzi do głosu w snach i pokazuje mi na co ją stać. Czasem wraca do mnie we wspomnienaniach, uświadamia mi jak nierozsądnie potrafiła się zachować w różnych sytuacjach, jak emocje brały w niej górę nad zdrowym rozsądkiem. Wszystko to skłania mnie do ciągłej refelksji nad sobą, a filmy takie jak ten wspomniany na wstępie sprawiają że ożywają we mnie różne pragnienia. Musze wtedy mocno  przytulić się do szerokich ramion mojego towarzysza doli i niedoli i przypomnieć sobie że jestem tu i teraz i właśnie to jest moje miejsce w życiu...


skomentuj (1)




2012-01-06 13:08:11 >> Her secret life - part 6

"Wychodząc z domu niezmiennie załączała muzykę do uszu. Później buty, czapka zależnie od aury, kilkadziesiąt schodów z czwartego piętra, a w uszach już brzmiały znajome dźwięki Comy, Alter Bridge lub łomot DJ Tiesto (zależnie od nastroju). Na zewtnątrz mrok, wiatr, deszcz i światła miasta odbijające się w kałużach. 10-15 minut drogi do pracy. Do pracy czy do innego życia jakie zdawałoby się prowadziła za drzwiami klubu? Pokonując tych kilka schodów i wkraczając do świata półmroku, nigdy niekończącej się muzyki i dźwięków odbijających się od siebie kul bilardowych, stawała się kimś innym. Widząc uśmiechnięte znajome twarze, słysząc miłe słowa ze znajomych i nieznajomych ust, wdając się w filozoficzne dyskusje z interesującymi ludźmi, czując to wspaniałe uczucie podekscytowania i  dreszczyk emocji, przebiegający po całym ciele i zatrzymujący głos w połowie drogi -  na ile wtedy była sobą a na ile kimś innym? Czy w te długie noce odkrywała swoje prawdziwe ja, które na codzień tłamszone sztywnymi ramami nudnej rzeczywistości nie mogło ujrzeć światła dziennego. Tak, wtedy to poznała urok nocy, który towarzyszy jej do dziś....
Minęło tak wiele obfitującego w szereg życiowo doniosłych decyzji  czasu. Wspomnienia wyblakły i straciły wyrazistość, powracają na dźwięk znajomych utworów lub na widok znajomych twarzy, czasem pod osłoną nocy w sennej marze. Kiedy o 6.30 rano wsiada w samochód i jedzie do pracy o zupełnie innym charakterze, gdzie musiała dojrzeć i wykazać się odpowiedzialnością; kiedy za oknami jej nowego domu brakuje świateł i ulicznego zgiełku; kiedy w jej życiu zapanował emocjonalny spokój i harmonia; kiedy codzienne obowiązki wypełniają kurczący się czas po brzegi tłamsząc jej duszę i kołaczące się w głowie myśli - czy jest tą samą uśmiechniętą dziewczyną, pełną wzniosłych ideałów i wrażliwą na każdy przejaw smutku czy nostalgii? Często zadawała sobie to pytanie, i często dochodziła do wniosku że jest nią tylko w niewielkiej części....
'Myśli okiełznała czule, żądze wystroiła w treść, strach zawstydził się i uległ ciszy, której ton przepełnia dzień, więc nasyca się dniem (...), widzi odpowiedzi wszytskie, wszystkie zapytania zna'



skomentuj (0)




2011-12-28 10:46:32 >> A myśli takie dziwne

Po długiej przerwie jestem spowrotem... Przyznam że trochę mi brakowało tej pisaniny, myśli tak mi się skłębiły w głowie że już nie miały wolnej przestrzeni. Oczywiście, tradycyjnie tekst notki ułożyłam sobie w głowie wieczorem 26 grudnia, nietrudno sie domyślić że nic z tego do dziś nie pozostało. Coraz częściej dochodze do takiej konkluzji że trzeba pójść za przykładem blogowego kolegi i pisać w zeszycie, a później w olnej chwili przepisywać. Może to nie jest takie do końca spontaniczne, ale ponad wszelką wątpliwośc skuteczne.
Od około 2 tygodni nie mogę sobie poradzić z drganiem lewej powieki. Codzienna dawka magnezu jak narazie nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Może jak osłowi ze Shreka już tak zawsze będzie "oko latać" :)
Zaa okna w moim służbowym pokoju bardzo nieśmiało przedzierają się przychmurzone jeszcze promienie słońca. Tak to sie stało że 28 grudnia mamy wczesną jesień lub przedwiośnie - jak kto woli. Tyle że wody trochę za mało jak na jedną i drugą porę przystało, bo przeciez o zimie to nawet nie wspomnę... Świat zwariował i coraz częściej daje temu wyraz...


skomentuj (1)

 



madzik984blog

ksiega gosci

2012
maj
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty